Open

Fragment książki

– Jesteś Blanka, hm… – potwierdziła raczej niż zapytała. – To co robisz w tak dalekim od twojego domu zakątku świata? – Zapytała z nieukrywaną ciekawością.

     – Szukam odpowiedzi na pytanie, kim tak właściwie jestem – odpowiedziałam poważnie.
     – Aha, no niezła idea, hahaha – uśmiała się z mojej wypowiedzi – a w domu nie mogłaś znaleźć odpowiedzi?
     – Nie, w domu nie mogłam, zagubiłam się w natłoku rzeczy do zrobienia, pracy i bezsensie życia.
     – A tutaj? – Spytała z przenikliwym spojrzeniem.
     – Tutaj była w najlepszym momencie, by zacząć powielać schemat – wtrącił się wychodzący właśnie ze swojego pokoju Eduardo.
Poczułam się nieswojo.
     – Czemu mnie atakuje? – Pomyślałam z wyrzutem. Chciałam na Doni Dulce zrobić jak najlepsze wrażenie, a ten mi tutaj przeszkadza. Miałam wrażenie, że z każdym wypowiedzianym zdaniem wychodzę na coraz śmieszniejszą w jej oczach.
     – Pracuje znów jak wół, płacze za czymś, co uznała, że było miłością i nie ma czasu na dotykanie świata – dokończył bezpardonowo swoją wypowiedź.
Zmieszałam się jego odpowiedzią, a najbardziej tym, że to co powiedział, było prawdą.
     – Czego chciałabyś od życia, moje drogie dziecko? – Zapytała znów tonem poczciwej, wzbudzającej zaufanie staruszki.
     – Poczuć się częścią egzystencji. W jak największym wymiarze. Nauczyłam się już, że w życiu nie ma czego zdobywać. Osiągnięcia, to tylko ulotne epizody, które przychodzą i odchodzą. Chodzi mi o wnętrze. O jego spokój. I o to, by całą sobą czuć świat. Świat wypełniony tętniącym życiem. Przy tym jednak chcę pozostać od niego nieoddzielona, kompletna, totalna…
     – Bądź więc, moje dziecko. Bądź w teraźniejszości. Nic więcej… – dodała, nalewając kolejną filiżankę herbaty.
     – Cokolwiek by się działo – trwaj i bądź uważna. Otwarta zmysłami, duchem i umysłem. Obserwuj – im mocniejsza jest twoja uwaga, tym bardziej będziesz wewnątrz zdarzeń. Poczucie bycia na zewnątrz bierze się stąd, że człowiek się rozprasza, nie zauważa, nie widzi, jest pochłonięty milionem spraw, a zapomina o magii momentu. O tym, co właściwie trwa teraz. O tej jedynej, niepowtarzalnej chwili, która już nigdy nie wróci…
     – Czy myślisz, że chwila naszej rozmowy będzie mogła wrócić? – Zapytała znienacka.
     – Nigdy. Czas i przestrzeń są jak fala, która wiecznie trwa i płynie. Zabiera ze sobą każdego. Nawet tych, którzy kurczowo trzymają się miejsca i nie chcą ruszać w świat. Teraźniejszość płynie, a ten, kto się jej sprzeciwia – żyje poza czasem, poza własną naturą. Ma wieczny niedosyt, bo nie poznał, czym jest właśnie bycie częścią egzystencji. Wewnętrzny ból rozrywa jego piersi, bo intuicyjnie wie, że kierunek, w którym idzie, jest przeciwny do tego, który powinien obrać. Stwarza więc coraz większą przepaść między tym, co jest w tej chwili, a tym, co jest w jego głowie. Jest jednostką, która i tak podąża z prądem istnienia, ale jako dobrowolny wygnaniec z raju ucieka wiecznie myślami do przeszłości lub przyszłości. Porównuje, kalkuluje. Myśli, że myśli, a nie czuje… – dodała ze smutkiem w głosie.
     – I właśnie wtedy człowiek jest tak totalnie na zewnątrz życia. Cokolwiek by robił, nie jest jego uczestnikiem. Bo aby zaistniało uczestnictwo, musi być świadome przyzwolenie umysłu. A by było przyzwolenie, człowiek musi stać się obserwatorem. Obserwatorem siebie samego i swoich dążeń. Obserwatorem tego, co się wydarza w każdej sekundzie życia. I to jest największe osiągnięcie. Życie przedłużone o nieskończoność. Bo w jednej sekundzie takiego życia jest więcej życia niż w tym, co zwykle zwie się kompletnym życiem człowieka. Bo taki człowiek śpi. Nie ma go, istnieje tylko w pewnych ramach narzuconych przez jego fantazjujący umysł. Aż do momentu, gdy zaczyna coś pękać… – zdawało mi się, że uśmiechnęła się szyderczo.
     – Ty myślałaś, że to już ci się przydarzyło – czytała mnie, podobnie jak Eduardo, jak otwartą książkę.
     – Nie kochana. Tylko tak ci się wydawało. Po to aby być, trzeba BYĆ.
     – Przyjechałaś tu po coś. Nie po to, by zobaczyć starzejącą się szamankę. Twoja dusza cierpi głód, którego nikt ani nic nie jest w stanie zaspokoić. Ten głód może zaspokoić tylko cały świat. Cały świat stapiający się z tobą. Nie tylko jakieś poszczególne jego części.
     Siedziałam, wsłuchując się w słowa Doni Dulce, z którymi całkowicie się zgadzałam. Gdzieś po drodze zmieniłam zimno na ciepło, jasną skórę na ciemniejszą, krótsze włosy na dłuższe, ale dalej czułam niedosyt. Miała rację. Na dnie mojej duszy czułam wieczne niespełnienie, wieczną pogoń za tym, by jednak coś uzyskać, coś skończyć, dobiec do mety. Biegłam w sztafecie, podając samej sobie pochodnię. I tylko w momencie przejmowania jej doznawałam nagłych olśnień. W międzyczasie biegłam. Dobiegałam do mety, odpoczywałam chwilę tylko po to, by za chwilę znów się podnieść i zacząć opętańczy bieg z nową pochodnią. Żadna meta nie była finiszem, nie pozwalała odetchnąć i uspokoić się. Moje myśli zawsze wybiegały w przyszłość, ku świecącemu celowi, który nigdy nie przynosił ukojenia. Wręcz przeciwnie. To, co czuła moja dusza, było coraz większym niespełnieniem, frustracją. Wpadałam w schematy przybrane w woal niezależności, w kolejne historie i kolorowe kontynenty, napełnione innymi smakami, zapachami i barwami.
     – Umiesz nic nie robić? – Dodała, mrużąc oczy.
     – Myślę, że każdy umie nic nie robić.
     – Za dużo myślisz. Czy TY kiedyś nic nie robiłaś? Przez cały dzień?
Zastanowiłam się chwilę. Były takie dni, owszem.
     – Chodzi mi o nierobienie planów. Żadnych planów. Ani przez sekundę w ciągu całego dnia.
     – Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie – odparłam szczerze.
     – To gdzie jest twoja uważność?
     – Rozproszona jak zapach perfum zraszających zamiast skóry powietrze, stapiający się z nim i znikający nagle bez śladu – odpowiedział za mnie Eduardo, patrząc w dal, przez okno, na ciemniejące szczyty gór przybierające coraz bardziej fioletowy kolor.


line