Open

Fragment książki

– Ten świat, w którym żyje większość ludzi – ciągnęła szamanka – chce stwarzać iluzję bycia zwartym i stabilnym. Po to są szpitale, ubezpieczenia, firmy farmaceutyczne i lekarze. Każdy myśli, że będzie żył wiecznie, a nauka i medycyna uleczy jego niemoc czy chorobę i przedłuży czas o miesiące albo lata. Nic bardziej mylnego. 

     – To upiorne koło stwarza upiornych ludzi, wciąż łudzących się, że kiedyś nastąpi dzień wytchnienia, że gdy tylko zdobędą to czy tamto, przyjdzie czas na świętowanie i życie. Życie jednak odchodzi, a nie przychodzi. Im bardziej człowiek próbuje je dogonić, ono tym bardziej ucieka. To tak, jakby zwariowany pies chciał złapać własny ogon. Nigdy mu się to nie uda. To niemożliwe. Chyba, że wyluzuje. Położy się i zwinie w kłębek. Wtedy zrelaksowane ciało może dotknąć ogona. I tylko w ten sposób – bez żadnego wysiłku – rzeczy istnieją. To kłamstwo i iluzja, że trzeba gdzieś biec i coś zdobywać. Tworzenie jest naturalne. Człowiek tworzy naturalnie swój los. Wszystko odbywa się naturalnie. Drzewa rosną naturalnie. Deszcz pada naturalnie, słońce i ziemia poruszają się naturalnie i bez żadnego wysiłku. Dlaczego więc człowiek wypadł z tego naturalnego obiegu?

     – Bo chciał więcej – dodała w zadumie. – Chciał więcej, a dostał mniej. Chciał sięgnąć gwiazd, a utracił kontakt z ziemią. Chciał być jak ptaki czy tygrysy, a przestał być samym sobą. I na tym polega katastrofa dzisiejszej cywilizacji. Człowiek zatracił swoje człowieczeństwo i nie wie, jak je odnaleźć…
     – A wystarczy tak niewiele, po prostu BYĆ… Nie ma większej magii, niż ta istniejąca naokoło nas. Trzeba tylko otworzyć oczy i patrzeć. Patrzeć oczami i duszą. Bo dusza łączy się z całością, z totalnością. Nigdy nie jest oddzielona. Zawsze jest kompletna. Zawsze jest częścią a zarazem całością…
Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
     – Podejdź do mnie moje dziecko – powiedziała czule.
     – Dziś weszłaś do naszego kręgu. Jesteś jedną z nas i chociaż będziesz musiała odejść… – zrobiła krótką przerwę, dając mi zawiniątko do ręki. Pod palcami wyczułam kluczyki samochodowe. – …to ten wieczór zostanie z tobą na zawsze.
     – Dziś stanęłaś mimowolnie naprzeciw swojej własnej śmierci. Zobaczyłaś jej twarz i choć nie wytrzymałaś jej dłuższej obecności, poznałaś ją i nigdy już jej nie zapomnisz.
     – To dla ciebie – dodała, zawieszając mi na szyi maleńki naszyjnik z czarnego obsydianu w kształcie szykującej się do skoku pumy. 
     – A teraz usiądź i nic nie rób przez 20 minut – powiedziała z uśmiechem.
     – Naprawdę mam nic nie robić? – Spytałam przekornie.
     – Tak, patrz z otwartymi oczami i z otwartą duszą w przestrzeń. Nic więcej. Nie koncentruj się na niczym szczególnym, nie biegnij za myślami. Bądź moje dziecko, po prostu zacznij być.
     – To jest najwyższa medytacja. Nie uciekanie od świata, ale otwieranie się na niego. Nie zamykanie się w czterech, głuchych ścianach, ale otwarcie się na szum wiatru, szelest liści oraz zapachy, które dobiegają do twych nozdrzy. Nie podążaj za myślami, one są jak chmury na niebie. A ty jesteś niebem, ziemią i słońcem, całą galaktyką i wszystkim co jest… Bądź czujnym obserwatorem, stąd rodzi się mądrość. Z ciszy i umiejętności obserwowania oraz słuchania… Bądź czujna i uważna. W ten sposób nie trzeba szukać świata, on sam złoży ci się u stóp.
     Usiadłam koło innych kobiet naprzeciw ogniska, zatapiając wzrok w złotych językach. Myśli płynęły, ale ja nie byłam myślami, emocje i uczucia rodziły się, ale ja nie byłam nimi. Stawałam się czymś dużo większym i rozleglejszym. Wraz z coraz dłuższą obserwacją przestrzeni, rozpływałam się w niej i stapiałam z nią. 
     – Ona i ja to jedno – to była ostatnia myśl, która przyszła mi do głowy.


line