Open

Wywiad Bogny Skarul z autorką „Bez wysiłku”

Wywiad Bogny Skarul z autorką „Bez wysiłku”

Jestem optymistką na 100 procent

Rozmowa Bogny Skarul z Dorotą Kościukiewicz-Markowską, szczecinianką, autorką książki „Bez wysiłku”.

– Napisałaś właśnie książkę. O czym ona jest?
– Ta książka ma dwie płaszczyzny. Jedna to jest powierzchowna i mówi o podróży dziewczyny do Meksyku na siedem lat. A druga płaszczyzna, to także podróż, ale bardziej dogłębna, duchowa, do wnętrza siebie.

– Co chciałaś powiedzieć?
– Przede wszystkim to, że czasem nawet nie trzeba daleko wyjeżdżać, jak to ja zrobiłam, aby znaleźć coś dla siebie. Książkę musiałam napisać, bo to jest moje podziękowanie dla wszechświata za wszystkie doświadczenia jakie mi dał. Za wszystkie cuda, które rzeczywiście mi się zdarzyły.

– Czy to jest książka o tobie? To, co zdarza się bohaterce, to właśnie tobie się zdarzyło?
– Z jednej strony tak. To jest moja historia i utożsamiam się z Blanką, moją bohaterką. Ale z drugiej strony to jest powieść. Musiałam niektóre elementy stworzyć, żeby na przykład to miało jakiś ciąg. Poza tym nie chciałam, aby to była książka za bardzo intymna. To jest powieść oparta na prawdziwej historii jako inspiracji.

– Ta twoja opowieść jest bardzo optymistyczna. Takie było założenie?
– Oczywiście. Na 100 procent. Bo ja jestem optymistką z urodzenia.

– Ale twoja książka zaczyna się od wielkiej katastrofy. Czy rzeczywiście, jak byłaś tu w Szczecinie, miałaś nieprzyjemne przeżycia?
– Nie spotkała mnie żadna katastrofa w życiu. Ale w pewnym momencie poczułam, że tu w Szczecinie wszystko jest bez sensu. Był zawód miłosny, a moja firma choć bardzo szybko rosła, to jej rozwój nie sprawiał mi satysfakcji.

– A co to była za firma?
– Miałam  z koleżanką firmę, która zajmowała się wynajmowaniem hostess. Większość dziewczyn w całej Polsce to były nasze hostessy. A my byłyśmy młode i to zaczęło przerastać nasze siły. Wtedy zauważyłam, że pieniądze, które i tak były dla nas często tylko na papierze, szczęścia nie dają.

– Wtedy postanowiłaś wyjechać do Meksyku?
– Tak, to była bardzo dogłębna refleksja. Zaczęłam się zastanawiać – za czym my wszyscy gonimy, jak ten świat jest zbudowany? Właśnie nad tym się zastanawiałam. Przestałam wierzyć w miłość.

– Przestałaś wierzyć w miłość, bo przeżyłaś jakiś zawód miłosny?
– Tak. I to nie jeden. Przeżyłam to, jak pewnie każda młoda dziewczyna. Właśnie wtedy zastanawiałam się co mi może dać ukojenie ducha, co mam zrobić w życiu, aby znaleźć szczęście.

– A co to jest szczęście według ciebie?
– Wtedy myślałam, że ono nie istnieje. Dlatego postanowiłam wyjechać, bo chciałam dać sama sobie szansę na jego znalezienie.

– A dlaczego wybrałaś Meksyk?
– Bo chyba byłam Meksykanką w poprzednim wcieleniu (śmiech). A tak poważnie to Meksyk zawsze mnie pasjonował. Wcześniej byłam tam już trzy razy. Zapraszał mnie tam mój ówczesny chłopak, który mieszkał w USA. Ale kiedy pojechałam tam i postanowiłam, że już nie wrócę, to sama się zastanawiałam, czy to jest wolność czy ucieczka.

– Ale pojechałaś na stałe w ogóle nie znając języka. Jak sobie radziłaś?
– Rzeczywiście. Nie znałam hiszpańskiego. A w tym szale wyjazdu nawet nie wzięłam ze sobą słownika polsko-hiszpańskiego. Nie pomyślałam o tym, że w Meksyku raczej nie kupię go w księgarni. W tej chwili nie żałuję, że tego słownika nie miałam. Bo nie znałam języka więc musiałam dużo sama ze sobą rozmawiać.

– I nawet nieznajomość języka nie spowodowała (przynajmniej tak wynika z książki), że miałaś jakieś zakręty w swoim życiu w obcym kraju. Wszystko ci się udawało. Czy to jest w ogóle możliwe?
– Dziś myślę, że to nie jest możliwe.

– Jednak z twojej opowieści wynika, że wszystko poszło gładko.
– Bo w Meksyku zaczęły się dziać cuda. Jak już tam wyjechałam zupełnie nie znając języka, to cały czas rozmawiałam sama ze sobą i coraz więcej się o sobie dowiadywałam. Postanowiłam więc, że będę robiła tylko to, co lubię.

– Nigdy nie miałaś kłopotu z wyborem?
– Nie. Bo kierowałam się szamańskimi wskazówkami. Zaczęłam też mieć czas, a jak miałam czas, to zastanawiałam się, pytałam się samą siebie, co mi tak naprawdę sprawia radość i przyjemność i czego ja chcę. Zaczynałam świadomie wybierać. Teraz uważam, że wszyscy ludzie zupełnie inaczej funkcjonowaliby, gdyby robili świadome wybory. Bo przecież my wszyscy jesteśmy architektami swojego życia. Wierzę w siłę umysłu, w siłę myśli, bo na własnym przykładzie tego doświadczyłam. Wiem też, że wszystkie nasze wybory i decyzje muszą być osadzone w jakiejś rzeczywistości w jakiejś przestrzeni.

– To nie chciałaś zostać modelką?
– To, że zostałam modelką to nie wynik tego, że bardzo chciałam nią zostać, ale nie wiedziałam kim mogę być. Nie wiedziałam jaki zawód mogę uprawiać w Meksyku. W końcu bez znajomości języka. Musiałam znaleźć jakąś pracę, aby się w tym Meksyku utrzymać. A modelki się najwyżej uśmiechają, ale nie mówią.

– Może miałaś dużo szczęścia?
– Miałam rzeczywiście dużo szczęścia, ale to szczęście zależy od nastawienia. Byłam więc dobrze nastawiona.

– Byłaś modelką, później zostałaś znaną w całym Meksyku wizażystką. Dlaczego wróciłaś do Szczecina?
– Bo tu jest moje miejsce. Okazało się, że ważne są osoby, ważni są ludzie, którzy nas otaczają. Tu mam przyjaciół.

– To o tym się przekonałaś w swojej podróży do Meksyku?
– Tak. To doceniłam i teraz bardzo doceniam. Ale wiem, że gdybym nie wyjechała, to nie zobaczyłabym tego.

– Po tych doświadczeniach w Meksyku, tu teraz w Szczecinie łatwiej ci żyć?
– Oczywiście, na 100 procent.

– Czego się nauczyłaś w Meksyku?
– Że wszystko można robić. Że wszystko zależy ode mnie.

– Bohaterka twojej książki w pewnym momencie goli głowę na łyso. Czy ty sobie też ogoliłaś głowę?
– Po skończeniu pracy jako modelka, aby zaznaczyć ten czas, aby nie kusił mnie powrót do modelingu, ścięłam się na łyso.

– I jakie to wrażenie?
– Przyznam, że było mocne. Zrobiłam to w końcu bardzo świadomie. Wiedziałam, że jedno z większych upiększeń kobiety to są włosy. Jak zgoliłam je i spojrzałam w lustro, to byłam przerażona. Zobaczyłam siebie tak, jak się urodziłam. Nie miałam się gdzie ukryć. Ale okazało się, że ja się poczułam w tym momencie piękną kobietą, bo mogłam się sama sobie przyjrzeć. Ale drugi raz bym tego nie zrobiła.

– Czym się teraz zajmujesz?
– Przyjechałam w 2006 roku i dalej robię to, co lubię. Co prawda nie tak do końca, bo tam w Meksyku byłam bardzo znaną wizażystką, malowałam nawet żonę prezydenta, a tu w Szczecinie jednak tego nie robię, ale zaczęłam malować. Teraz mam swoje studio makijażu. Zaczęłam też robić zdjęcia i właśnie za parę dni wydaję kolejną książkę „Pałac kolorów. Magia makijażu”.

 

No Comments

Leave a Comment

line